Na
dworze było bardzo pochmurno i od rana padał deszcz. Niebo,
przykryte było szarymi chmurami, a ziemię okrywała wieczorna mgła.
Dzień, rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego, właśnie się
kończył, ale w Wielkiej Sali Hogwartu nadal siedzieli wszyscy
uczniowie i prawie cała kadra nauczycielska. Brakowało tylko,
znienawidzonego przez większość uczniów, nauczyciela Eliksirów,
profesora Severusa Snape'a.
Severus,
zamiast ucztować z wszystkimi, siedział w swoim sanktuarium w
lochach i przygotowywał końcową wersję eliksiru, nad którym
pracował od bardzo dawna. Kilka miesięcy zajęło mu, stworzenie
idealnego eliksiru, który umożliwiłby spłodzenie potomka
czarodziejom, w związkach homoseksualnych.
Już wiele
takich par prosiło go, by spróbował zrobić dla nich ową
miksturę, ale dopiero po tak długim czasie mógł zatwierdzić ją
jako udaną. Było za nim wiele prób, ale opłacało się zniszczyć
kilkaset składników, bo tym razem udało mu się stworzyć
ideał.
Według jego receptury, której stworzenie zajęło mu
większość czasu, do definitywnego ukończenia procesu
przygotowania mikstury, Pan X powinien dodać do różowawej cieczy
odpowiednią ilość własnego nasienia, po czym Pan Y powinien ową
ciecz wypić, by nastąpiło zapłodnienie.
Po dodaniu spermy,
eliksir miał, według ustaleń Snape'a, stać się pomarańczowy, co
musiał sprawdzić, posługując się własnym nasieniem.
-
Wystarczy kilka kropli... - zamruczał, trzymając jedną fiolkę,
wypełnioną płynem, na wysokości oczów.
Z słoiczka z
nasieniem odmierzył wystarczającą ilość i wlał do fiolki. Z
naczynia buchnęła lekka mgiełka i po uspokojeniu się, mikstura
zmieniła barwę na pomarańczową.
Zadowolony z rezultatu
Severus, odłożył na półkę swoją fiolkę i zabrał się za
rozlewanie reszty różowego wywaru do naczyń, a gdy wszystkie już
były gotowe, ułożył je w specjalnej torbie i zaczął
przygotowywać się do wyjścia. Wiele par z niecierpliwością
czekało na jego wizytę i on nie chciał kazać im czekać jeszcze
dłużej.
Snape wewnętrznie liczył na popularność i nagrodę,
za zasługi dla czarodziejskiego społeczeństwa. Kilka razy już
startował do tytułu „Najlepszego warzyciela eliksirów roku”,
lecz zawsze znalazł się ktoś inny, którego eliksir był rzekomo
cudem, a dla niego był zwykłym bezużytecznym koktajlem. Dla
przykładu, wyróżnienie w poprzednim roku otrzymał Samuel Lauren,
za napój, który miał poprawiać sprawność zawodników Quiddicha.
Severus sądził, że takie coś nie pobije jego leku na 70% odmian
nowotworu, ale się pomylił. Jury było tak niekompetentne, że to
co stworzył Lauren, otrzymało tytuł ELIKSIRU ROKU, a Snape został
odprawiony wraz ze słowami:
- Pana eliksir nie daje 100%
pewności, więc nie może zostać przyjęte do rejestru mikstur
leczniczych. Może kiedy ulepszy pan jego formułę...
Severus
reszty nie słuchał, tylko opuścił ceremonię.
Teraz był
prawie pewny, że wszystko jest tak, jak być powinno. A rodziny,
które dzięki niemu będą mogły cieszyć się domem pełnym
pociech, poręczą za skuteczność jego tworu.
Już nic nie
mogło się skomplikować. Przynajmniej wtedy był tego
pewny...
Nauczyciel szybko narzucił na siebie pelerynę, w jego
ulubionym czarnym kolorze i pośpiesznie ruszył do wyjścia. Będąc
tak bardzo ożywionym, zapomniał nawet o zamknięciu odpowiednio
dobrze swojej pracowni. Zamknął tylko drzwi i popędził ku
głównemu wejściu. Na jednych schodach zderzył się z jakimś
uczniem, co nieco stępiło jego ekscytację. Oczywiście długo nie
zajęła mu identyfikacja osoby, która na niego wpadła.
- Potter
– warknął w stronę chłopaka, którego okulary upadły na
podłogę.
Z wyrazem irytacji na twarzy, minął nastolatka i tym
razem już nic nie zakłóciło jego drogi do drzwi.
Harry podniósł
szybko okulary i ze smutkiem stwierdził, że są one prawie
całkowicie rozbite. Lewa część pozbawiona była szkła, a druga
miała je prawie w całości pokruszone. Nastolatek pozbierał co
większe kawałeczki szkieł, włożył je do kieszeni i ruszył
dalej, w dół schodów.
Profesor właśnie wyszedł, a to jego w
tej chwili Potter potrzebował. Po chwili namysłu stwierdził, że w
sumie to lepiej, że nauczyciela nie było, bo mógł bez problemu
wejść do jego gabinetu i podkraść to, co potrzebował. A tym
czymś był eliksir przeciw wszelkim bólom. Od kilku dni w nocy
nasilały się one i chłopak nie mógł już spać. Zaczęły się
po jego urodzinach, a trwały, aż do tej pory.
Gdy doszedł już
do miejsca w lochach, gdzie mieściło się laboratorium i
jednocześnie gabinet Snape'a, zaczął obawiać się, że nauczyciel
zabezpieczył jakoś, tak ważne dla niego miejsce. Dopiero po kilku
minutach zdecydował się położyć dłoń na klamce i nacisnąć.
Na ten moment zamknął oczy, ale bardzo szybko otworzył je na nowo,
gdy pod naporem jego dłoni, drzwi rozchyliły się.
Ostrożnie
wszedł do środka, bojąc się, że Snape zastawił gdzieś pułapki
na krnąbrnych uczniów i zdziwił się niezmiernie, kiedy po wejściu
nadal żył.
Ostrożnie podszedł do ustawionej w kącie półki,
na której stały różnokolorowe fiolki. Wyciągnął rękę i
chwycił w dłoń pierwszą z nich, której kolor był najbliższy
temu, który widział często u pani Pomfrey w Skrzydle szpitalnym.
Przez to, że nie miał na nosie okularów, w ogóle nie zauważył
znaczącej różnicy w zabarwieniu mikstur i dopiero, gdy wypił
zawartość tej, którą trzymał w dłoniach, zorientował się, że
to jednak nie ta, której w tej chwili, tak bardzo
potrzebował.
Eliksir, który wypił, miał dziwnie słony smak, a
moment po wypiciu, Harry zaczął czuć się jeszcze gorzej, niż
wcześniej. Chciał oprzeć się o szafkę, gdy zaczęło mu się
kręcić w głowie, ale tylko rozrzucił większość kolorowych
ampułek.
Nagle zachwiał się i gwałtownie upadł na podłogę.
Upadek był niezwykle bolesny, w dodatku jego głowa tak mocno
uderzyła o kamienną podłogę, że pociemniało mu w oczach. Chciał
wstać z podłogi, lecz silny ból głowy, pozwolił mu tylko na
siad. Chwycił się za tył głowy i przeraził się niezmiernie, gdy
wyczuł ciepłą i lepką substancję. Zaczął panikować.
W
tamtej chwili Harry bardzo żałował, że zostawił różdżkę w
walizce. Wiedział, że nikt mu nie pomoże, a tym bardziej sam sobie
nie mógł pomóc.
Doczołgał się jakoś do ściany i zmęczony
oparł się o nią. Syknął głośno, gdy rana z tyłu głowy,
otarła się o ścianę.
„- Chyba, gorzej być nie może...”
- pomyślał i prawie podskoczył, gdy ktoś z impetem wpadł do
pomieszczenia.
- Potter! Obyś
miał dobre wytłumaczenie na...
Reszty Harry nie usłyszał, bo
zemdlał ze strachu i potwornego bólu. Na jego szczęście Severus
Snape znał kilka zaklęć leczniczych i w porę zaleczył wszystkie
rany nastolatka. Transmutował krzesło w prostą leżankę z
poduszką i kocem, i umieścił na niej nieprzytomnego
chłopaka.
Przed wyjściem z pomieszczenia upewnił się jeszcze
czy stan jego ucznia jest stabilny i zostawił mu notkę:
Potter!
Szlaban ze mną! Codziennie, przez cały miesiąc.
Profesor
Snape.