Draco wszedł do Wielkiej sali i od razu zarejestrował brak Złotego chłopca. Było to dość niepokojące. Kierując się w stronę swojego stołu, ukradkiem spojrzał w stronę grona nauczycielskiego. Siedzący tam nauczyciele chyba w ogóle nie zauważyli braku chłopaka. Pewnie za tym wszystkim stał Dumbledore. Starzec nie interesował się losem chłopaka, oczywiście poza jego starciami z Czarnym Panem. Wtedy udawał zainteresowanego i lekko zaniepokojonego jego stanem, ale kiedy wszystko na jakiś czas ucichało, kończyła się także i jego uwaga. Nie żeby Draco specjalnie to przeszkadzało, ale miał wrażenie, że tylko on to dostrzega. On i Snape.
26 września 2016
11 września 2016
Rozdział 4
Harry był totalnie znudzony. Właśnie zaczął się weekend, a on kompletnie nie wiedział, co ma robić przez najbliższe dwa dni.
Pogoda nie dopisywała, gdyż ciągle było zimno i mocno padał deszcz, więc nie mógł nawet wyjść gdzieś z zamku. Nawet cotygodniowa wyprawa do Hogsmade została odwołana, więc nawet tam nie mógł się zabawić. Na te weekend żaden z nauczycieli nie zadał zadnie, a na kolejny tydzień był tylko test praktyczny z Wróżbiarstwa, czyli coś na co NIKT się NIGDY nie uczył.
31 lipca 2016
Rozdział 3
Hermiona
obudziła się lekko zdezorientowana. Wydawało jej się, że jest w
niebie, bo oczy nie przyzwyczaiły się jeszcze do jasności
pomieszczenia. Dopiero po chwili zorientowała się, gdzie się
znajduje, a pomógł jej charakterystyczny zapach pomieszczeń
sanitarnych.
Rzadko
kiedy, znajdowała się w tym miejscu jako pacjentka. Zwykle
przychodziła tu bo Harry spadł z miotły, bo Harry się z kimś
pobił itp. Nie często była tu z powodów swojego zdrowia, bo miała
bardzo dobrą odporność i nie pakował się nigdy w tarapaty.
Teraz
było inaczej...
1 maja 2016
Rozdział 2
Harry
był bardzo zdziwiony nagłym wyjściem Snape'a, ale jeszcze bardziej
zaszokowało go to, jak nauczyciel z impetem wrócił do
pomieszczenia. Wyglądał jak szaleniec, który uciekł z oddziału
zamkniętego w Świętym Mungu. Słaniał się na nogach i co chwilę
powtarzał, że TO nie mogło się wydarzyć. Chłopak w ogóle nie
rozumiał zachowania swojego nauczyciela, to było całkiem
niepodobne do niego.
Potter czuł ulgę, gdy Snape kazał mu już iść do Pokoju wspólnego i oczywiście, prawie biegnąc, opuścił salę lekcyjną. Zorientował się, że Snape odpuścił mu tego dnia szlaban, bo właśnie powinien się zacząć.
Potter czuł ulgę, gdy Snape kazał mu już iść do Pokoju wspólnego i oczywiście, prawie biegnąc, opuścił salę lekcyjną. Zorientował się, że Snape odpuścił mu tego dnia szlaban, bo właśnie powinien się zacząć.
Prawie
odczuwał szczęście, gdyby nie to jego bóle i ciągłe dudnienie w
głowie. Mógł poprosić Snape'a o jakiś eliksir, ale wolał nie
pogrążać bardziej swojej sytuacji, zwłaszcza, że podczas
ostatniego wypadku zmarnował tak wiele cennych, leczniczych mikstur.
27 kwietnia 2016
Uwaga!
Opowiadanie "Potajemni" można również czytać tutaj:
https://www.fanfiction.net/s/11916183/1/Potajemni
https://www.fanfiction.net/s/11916183/1/Potajemni
26 kwietnia 2016
Rozdział 1
Od
tamtego wydarzenia, minęły już 3 tygodnie. W tym czasie pogoda
prawie w ogóle się nie zmieniła i nadal obficie padał deszcz.
Większość zajęć, które zwykle odbywały się na dworze, zostało
odwołanych, z powodu niesprzyjającej pogody. Harry Potter w głębi
siebie bardzo cieszył się, że jak na razie, nie ma zajęć z
Quiddicha, gdyż od tygodnia czuł się znowu bardzo źle.
Nie odszyfrował jeszcze, dlaczego od czasu swoich urodzin czuł się tak okropnie, ale do tamtych śmiesznych bólów głowy dołączyły jeszcze nudności, nasilające się w dzień i częste omdlenia.
Nie odszyfrował jeszcze, dlaczego od czasu swoich urodzin czuł się tak okropnie, ale do tamtych śmiesznych bólów głowy dołączyły jeszcze nudności, nasilające się w dzień i częste omdlenia.
17 kwietnia 2016
Prolog
Na
dworze było bardzo pochmurno i od rana padał deszcz. Niebo,
przykryte było szarymi chmurami, a ziemię okrywała wieczorna mgła.
Dzień, rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego, właśnie się
kończył, ale w Wielkiej Sali Hogwartu nadal siedzieli wszyscy
uczniowie i prawie cała kadra nauczycielska. Brakowało tylko,
znienawidzonego przez większość uczniów, nauczyciela Eliksirów,
profesora Severusa Snape'a.
Severus,
zamiast ucztować z wszystkimi, siedział w swoim sanktuarium w
lochach i przygotowywał końcową wersję eliksiru, nad którym
pracował od bardzo dawna. Kilka miesięcy zajęło mu, stworzenie
idealnego eliksiru, który umożliwiłby spłodzenie potomka
czarodziejom, w związkach homoseksualnych.
Już wiele
takich par prosiło go, by spróbował zrobić dla nich ową
miksturę, ale dopiero po tak długim czasie mógł zatwierdzić ją
jako udaną. Było za nim wiele prób, ale opłacało się zniszczyć
kilkaset składników, bo tym razem udało mu się stworzyć
ideał.
Według jego receptury, której stworzenie zajęło mu większość czasu, do definitywnego ukończenia procesu przygotowania mikstury, Pan X powinien dodać do różowawej cieczy odpowiednią ilość własnego nasienia, po czym Pan Y powinien ową ciecz wypić, by nastąpiło zapłodnienie.
Po dodaniu spermy, eliksir miał, według ustaleń Snape'a, stać się pomarańczowy, co musiał sprawdzić, posługując się własnym nasieniem.
- Wystarczy kilka kropli... - zamruczał, trzymając jedną fiolkę, wypełnioną płynem, na wysokości oczów.
Z słoiczka z nasieniem odmierzył wystarczającą ilość i wlał do fiolki. Z naczynia buchnęła lekka mgiełka i po uspokojeniu się, mikstura zmieniła barwę na pomarańczową.
Zadowolony z rezultatu Severus, odłożył na półkę swoją fiolkę i zabrał się za rozlewanie reszty różowego wywaru do naczyń, a gdy wszystkie już były gotowe, ułożył je w specjalnej torbie i zaczął przygotowywać się do wyjścia. Wiele par z niecierpliwością czekało na jego wizytę i on nie chciał kazać im czekać jeszcze dłużej.
Snape wewnętrznie liczył na popularność i nagrodę, za zasługi dla czarodziejskiego społeczeństwa. Kilka razy już startował do tytułu „Najlepszego warzyciela eliksirów roku”, lecz zawsze znalazł się ktoś inny, którego eliksir był rzekomo cudem, a dla niego był zwykłym bezużytecznym koktajlem. Dla przykładu, wyróżnienie w poprzednim roku otrzymał Samuel Lauren, za napój, który miał poprawiać sprawność zawodników Quiddicha. Severus sądził, że takie coś nie pobije jego leku na 70% odmian nowotworu, ale się pomylił. Jury było tak niekompetentne, że to co stworzył Lauren, otrzymało tytuł ELIKSIRU ROKU, a Snape został odprawiony wraz ze słowami:
- Pana eliksir nie daje 100% pewności, więc nie może zostać przyjęte do rejestru mikstur leczniczych. Może kiedy ulepszy pan jego formułę...
Severus reszty nie słuchał, tylko opuścił ceremonię.
Teraz był prawie pewny, że wszystko jest tak, jak być powinno. A rodziny, które dzięki niemu będą mogły cieszyć się domem pełnym pociech, poręczą za skuteczność jego tworu.
Już nic nie mogło się skomplikować. Przynajmniej wtedy był tego pewny...
Nauczyciel szybko narzucił na siebie pelerynę, w jego ulubionym czarnym kolorze i pośpiesznie ruszył do wyjścia. Będąc tak bardzo ożywionym, zapomniał nawet o zamknięciu odpowiednio dobrze swojej pracowni. Zamknął tylko drzwi i popędził ku głównemu wejściu. Na jednych schodach zderzył się z jakimś uczniem, co nieco stępiło jego ekscytację. Oczywiście długo nie zajęła mu identyfikacja osoby, która na niego wpadła.
- Potter – warknął w stronę chłopaka, którego okulary upadły na podłogę.
Z wyrazem irytacji na twarzy, minął nastolatka i tym razem już nic nie zakłóciło jego drogi do drzwi.
Według jego receptury, której stworzenie zajęło mu większość czasu, do definitywnego ukończenia procesu przygotowania mikstury, Pan X powinien dodać do różowawej cieczy odpowiednią ilość własnego nasienia, po czym Pan Y powinien ową ciecz wypić, by nastąpiło zapłodnienie.
Po dodaniu spermy, eliksir miał, według ustaleń Snape'a, stać się pomarańczowy, co musiał sprawdzić, posługując się własnym nasieniem.
- Wystarczy kilka kropli... - zamruczał, trzymając jedną fiolkę, wypełnioną płynem, na wysokości oczów.
Z słoiczka z nasieniem odmierzył wystarczającą ilość i wlał do fiolki. Z naczynia buchnęła lekka mgiełka i po uspokojeniu się, mikstura zmieniła barwę na pomarańczową.
Zadowolony z rezultatu Severus, odłożył na półkę swoją fiolkę i zabrał się za rozlewanie reszty różowego wywaru do naczyń, a gdy wszystkie już były gotowe, ułożył je w specjalnej torbie i zaczął przygotowywać się do wyjścia. Wiele par z niecierpliwością czekało na jego wizytę i on nie chciał kazać im czekać jeszcze dłużej.
Snape wewnętrznie liczył na popularność i nagrodę, za zasługi dla czarodziejskiego społeczeństwa. Kilka razy już startował do tytułu „Najlepszego warzyciela eliksirów roku”, lecz zawsze znalazł się ktoś inny, którego eliksir był rzekomo cudem, a dla niego był zwykłym bezużytecznym koktajlem. Dla przykładu, wyróżnienie w poprzednim roku otrzymał Samuel Lauren, za napój, który miał poprawiać sprawność zawodników Quiddicha. Severus sądził, że takie coś nie pobije jego leku na 70% odmian nowotworu, ale się pomylił. Jury było tak niekompetentne, że to co stworzył Lauren, otrzymało tytuł ELIKSIRU ROKU, a Snape został odprawiony wraz ze słowami:
- Pana eliksir nie daje 100% pewności, więc nie może zostać przyjęte do rejestru mikstur leczniczych. Może kiedy ulepszy pan jego formułę...
Severus reszty nie słuchał, tylko opuścił ceremonię.
Teraz był prawie pewny, że wszystko jest tak, jak być powinno. A rodziny, które dzięki niemu będą mogły cieszyć się domem pełnym pociech, poręczą za skuteczność jego tworu.
Już nic nie mogło się skomplikować. Przynajmniej wtedy był tego pewny...
Nauczyciel szybko narzucił na siebie pelerynę, w jego ulubionym czarnym kolorze i pośpiesznie ruszył do wyjścia. Będąc tak bardzo ożywionym, zapomniał nawet o zamknięciu odpowiednio dobrze swojej pracowni. Zamknął tylko drzwi i popędził ku głównemu wejściu. Na jednych schodach zderzył się z jakimś uczniem, co nieco stępiło jego ekscytację. Oczywiście długo nie zajęła mu identyfikacja osoby, która na niego wpadła.
- Potter – warknął w stronę chłopaka, którego okulary upadły na podłogę.
Z wyrazem irytacji na twarzy, minął nastolatka i tym razem już nic nie zakłóciło jego drogi do drzwi.
Harry podniósł
szybko okulary i ze smutkiem stwierdził, że są one prawie
całkowicie rozbite. Lewa część pozbawiona była szkła, a druga
miała je prawie w całości pokruszone. Nastolatek pozbierał co
większe kawałeczki szkieł, włożył je do kieszeni i ruszył
dalej, w dół schodów.
Profesor właśnie wyszedł, a to jego w tej chwili Potter potrzebował. Po chwili namysłu stwierdził, że w sumie to lepiej, że nauczyciela nie było, bo mógł bez problemu wejść do jego gabinetu i podkraść to, co potrzebował. A tym czymś był eliksir przeciw wszelkim bólom. Od kilku dni w nocy nasilały się one i chłopak nie mógł już spać. Zaczęły się po jego urodzinach, a trwały, aż do tej pory.
Gdy doszedł już do miejsca w lochach, gdzie mieściło się laboratorium i jednocześnie gabinet Snape'a, zaczął obawiać się, że nauczyciel zabezpieczył jakoś, tak ważne dla niego miejsce. Dopiero po kilku minutach zdecydował się położyć dłoń na klamce i nacisnąć. Na ten moment zamknął oczy, ale bardzo szybko otworzył je na nowo, gdy pod naporem jego dłoni, drzwi rozchyliły się.
Ostrożnie wszedł do środka, bojąc się, że Snape zastawił gdzieś pułapki na krnąbrnych uczniów i zdziwił się niezmiernie, kiedy po wejściu nadal żył.
Ostrożnie podszedł do ustawionej w kącie półki, na której stały różnokolorowe fiolki. Wyciągnął rękę i chwycił w dłoń pierwszą z nich, której kolor był najbliższy temu, który widział często u pani Pomfrey w Skrzydle szpitalnym. Przez to, że nie miał na nosie okularów, w ogóle nie zauważył znaczącej różnicy w zabarwieniu mikstur i dopiero, gdy wypił zawartość tej, którą trzymał w dłoniach, zorientował się, że to jednak nie ta, której w tej chwili, tak bardzo potrzebował.
Eliksir, który wypił, miał dziwnie słony smak, a moment po wypiciu, Harry zaczął czuć się jeszcze gorzej, niż wcześniej. Chciał oprzeć się o szafkę, gdy zaczęło mu się kręcić w głowie, ale tylko rozrzucił większość kolorowych ampułek.
Nagle zachwiał się i gwałtownie upadł na podłogę. Upadek był niezwykle bolesny, w dodatku jego głowa tak mocno uderzyła o kamienną podłogę, że pociemniało mu w oczach. Chciał wstać z podłogi, lecz silny ból głowy, pozwolił mu tylko na siad. Chwycił się za tył głowy i przeraził się niezmiernie, gdy wyczuł ciepłą i lepką substancję. Zaczął panikować.
W tamtej chwili Harry bardzo żałował, że zostawił różdżkę w walizce. Wiedział, że nikt mu nie pomoże, a tym bardziej sam sobie nie mógł pomóc.
Doczołgał się jakoś do ściany i zmęczony oparł się o nią. Syknął głośno, gdy rana z tyłu głowy, otarła się o ścianę.
„- Chyba, gorzej być nie może...” - pomyślał i prawie podskoczył, gdy ktoś z impetem wpadł do pomieszczenia.
Profesor właśnie wyszedł, a to jego w tej chwili Potter potrzebował. Po chwili namysłu stwierdził, że w sumie to lepiej, że nauczyciela nie było, bo mógł bez problemu wejść do jego gabinetu i podkraść to, co potrzebował. A tym czymś był eliksir przeciw wszelkim bólom. Od kilku dni w nocy nasilały się one i chłopak nie mógł już spać. Zaczęły się po jego urodzinach, a trwały, aż do tej pory.
Gdy doszedł już do miejsca w lochach, gdzie mieściło się laboratorium i jednocześnie gabinet Snape'a, zaczął obawiać się, że nauczyciel zabezpieczył jakoś, tak ważne dla niego miejsce. Dopiero po kilku minutach zdecydował się położyć dłoń na klamce i nacisnąć. Na ten moment zamknął oczy, ale bardzo szybko otworzył je na nowo, gdy pod naporem jego dłoni, drzwi rozchyliły się.
Ostrożnie wszedł do środka, bojąc się, że Snape zastawił gdzieś pułapki na krnąbrnych uczniów i zdziwił się niezmiernie, kiedy po wejściu nadal żył.
Ostrożnie podszedł do ustawionej w kącie półki, na której stały różnokolorowe fiolki. Wyciągnął rękę i chwycił w dłoń pierwszą z nich, której kolor był najbliższy temu, który widział często u pani Pomfrey w Skrzydle szpitalnym. Przez to, że nie miał na nosie okularów, w ogóle nie zauważył znaczącej różnicy w zabarwieniu mikstur i dopiero, gdy wypił zawartość tej, którą trzymał w dłoniach, zorientował się, że to jednak nie ta, której w tej chwili, tak bardzo potrzebował.
Eliksir, który wypił, miał dziwnie słony smak, a moment po wypiciu, Harry zaczął czuć się jeszcze gorzej, niż wcześniej. Chciał oprzeć się o szafkę, gdy zaczęło mu się kręcić w głowie, ale tylko rozrzucił większość kolorowych ampułek.
Nagle zachwiał się i gwałtownie upadł na podłogę. Upadek był niezwykle bolesny, w dodatku jego głowa tak mocno uderzyła o kamienną podłogę, że pociemniało mu w oczach. Chciał wstać z podłogi, lecz silny ból głowy, pozwolił mu tylko na siad. Chwycił się za tył głowy i przeraził się niezmiernie, gdy wyczuł ciepłą i lepką substancję. Zaczął panikować.
W tamtej chwili Harry bardzo żałował, że zostawił różdżkę w walizce. Wiedział, że nikt mu nie pomoże, a tym bardziej sam sobie nie mógł pomóc.
Doczołgał się jakoś do ściany i zmęczony oparł się o nią. Syknął głośno, gdy rana z tyłu głowy, otarła się o ścianę.
„- Chyba, gorzej być nie może...” - pomyślał i prawie podskoczył, gdy ktoś z impetem wpadł do pomieszczenia.
- Potter! Obyś
miał dobre wytłumaczenie na...
Reszty Harry nie usłyszał, bo zemdlał ze strachu i potwornego bólu. Na jego szczęście Severus Snape znał kilka zaklęć leczniczych i w porę zaleczył wszystkie rany nastolatka. Transmutował krzesło w prostą leżankę z poduszką i kocem, i umieścił na niej nieprzytomnego chłopaka.
Przed wyjściem z pomieszczenia upewnił się jeszcze czy stan jego ucznia jest stabilny i zostawił mu notkę:
Reszty Harry nie usłyszał, bo zemdlał ze strachu i potwornego bólu. Na jego szczęście Severus Snape znał kilka zaklęć leczniczych i w porę zaleczył wszystkie rany nastolatka. Transmutował krzesło w prostą leżankę z poduszką i kocem, i umieścił na niej nieprzytomnego chłopaka.
Przed wyjściem z pomieszczenia upewnił się jeszcze czy stan jego ucznia jest stabilny i zostawił mu notkę:
Potter!
Szlaban ze mną! Codziennie, przez cały miesiąc.
Profesor Snape.
Profesor Snape.
Subskrybuj:
Posty (Atom)